04:06

CC

Nie gloryfikujmy kobiet, które rodziły siłami natury. W niczym nie są lepsze od kobiet rodzących poprzez cięcie. Nie czyni ich to superbohaterkami! Nie daje im to magicznych mocy - jak to napisała jakaś dziewczyna na jednym z funpage'ów. Poród naturalny nie sprawia że są lepszymi matkami, lepszymi kobietami czy żonami. Poród to poród bez względu w jaki sposób dziecko przyszło na świat. Czemu kobiety rodzące poprzez cięcie są sprowadzane do gorszej kategorii matek? Uważa się, że nie wiedzą co to poród? CC nie jest niczym łatwym, nie jest porodem takim hop siup - wielokrotnie jest poprzedzony wielogodzinnym cierpieniem i od porodu naturalnego różni się tylko finiszem. Jakoś nie mówi się o tym, że cesarka to poważna operacja, która na zawsze zmienia ciało kobiety; operacja po której dłużej dochodzi sie do siebie. Dwa razy rodziłam przez CC czy to czyni mnie gorszą kobietą? Natura obdarzyła mnie taką budową, że poród naturalny nie byłby bezpieczny dla moich dzieci. Drogie mamy rodzące naturalnie nie oceniajcie innych kobiet. To, że wam się udało - super; my rodziłyśmy inaczej - też super! I wy i my jesteśmy mamami i to się liczy. 


Pierwszą ciążę naszpikowana farmakologią, przeleżałam bite 16 tygodni. Były to najdłuższe tygodnie w moim życiu; pełne strachu i niepewności o małego człowieka. Zakończone długo przed czasem. Mimo kg leków, domowego więzienia i pokłutych rąk jestem wdzięczna lekarzom za wszystko. Mam żal tylko o jedno - czemu nikt nie powiedział, że ta cała terapia owszem pomaga dziecku ale ma też duże skutki uboczne. Nikt nie poinformował, że po porodzie trzeba zgłosić się do neurologa, rehabilitanta, że tak bardzo istotne dla rozwoju jest to zwyczajne bujanie podczas ciąży. W sumie mogliśmy dać działać naturze ale nie miałabym wtedy super chłopaka; dzielnego przedszkolaka, który w błyskawicznym tempie nadrabia wszystkie braki. Nie byłby tym, kim jest teraz gdyby nie miesiące naszej pracy, godziny rehabilitacji; walki z nim, jego niemowlęcym buntem, późniejszymi słabościami i ze sobą aby się nie poddać ale i nie zatracić w dążeniu do doskonałości. Przyjęliśmy żelazną zasadę - nie porównuje y go z żadnym rówieśnikiem. Teraz jest pływakiem jednej z Warszawskich drużyn, genialnie liczy, szybko uczy się języków ma świetną pamięć. Warto było. 


02:36

Przebudzenie

Sześć dni temu minęły trzy miesiące od porodu. Moje ciało dalej wygląda jak opakowanie na arbuza, dalej chodzę w ciążowych spodniach, ale zrobiłam krok do przodu. Przed rozpoczęciem treningów porobiłam badania - wymysł trenera bo przecież ja czuję się względnie dobrze. Zrobiłam morfologię z biochemią i tu zdziwienie. Odżywiam się zdrowo, z zasady się ruszam (spacery z Małym i z psem) itp a tu okazuje się, że mam dużo za wysoki cholesterol!! Ja? Jak to. Mój mąż odżywia się gorzej ode mnie. Tzn je to co ja ale częściej grzeszy chipsami, batonami, pije colę i piwo a wyniki ma o wiele wiele lepsze ode mnie!! Kto mi powie jakim cudem?

Wracając do badań.. Dziś byłam u kardiologa mam skierowanie na dalsze badania - fakt szybko się męczę, ale zrzucam to na garb nadmiernych kilogramów w końcu ciągle jest mnie +10 więc to pewnie to; ale jest jeszcze jedna myśl, że może odzywa się genetyka? Hmm sprawdzimy. 

Jestem podwójną mamą ale czasem mam ochotę gdzieś wyjść. Raczej nie są to wyjścia super odstresowujące tzn są ale nie do końca. Ilekroć zdąrzę oddalić się od domu i zamówić kawę wiem, że mogę spodziewać się ciągłych telefonów. Ale nie tych z sygnałami zazdrości czy coś w tym stylu oo niee. Odbieram telefony w stylu: o której ma teraz jeść? Hmm jak zawsze co cztery godziny; więc skoro jadł o 10 to o 14. Ok. Kolejny telefon: w co go ubrać? Oo i tu zaczynają się schody. Jednak już się wyspryciłam nauczona pierwszym dzieckiem i opracowałam system. Po pierwsze ciuchy dzieciaków ułożone są tematycznie po drugie, w przypadku młodszego, mówię do męża kodem :) Tak bardzo to ukróciło rozmowy na temat ubioru. I tak zamiast mówić załóż mu pajaca - mówię załóż mu to z nogami i rękawami. Zamiast body - to bez nóg z rękawkiem; zamiast śpiochy - nogi zapinane na ramionach. Wierzcie mi, że działa!

00:25

WOŚP

W niedzielę był kolejny finał Wielkiej Orkiestry. Jak co roku wzbudzał wielkie kontrowersje - nie tyle sam finał co Owsiak. Opluty z niemal każdej strony; jaki to on zły i nie dobry; jak dużo zarabia na nas biednych obywatelach. Strach się bać. Od 23 lat zawsze dawałam na WOŚP i dawać będę - o słuszności mojej decyzji przekonałam się wielokrotnie. Naprawdę punkt myślenia zmienia się diametralnie w momencie, gdy twoje dziecko leży w inkubatorze z serduszkiem lub, jak w naszym przypadku, jak sprzęt z owym symbolem pomaga złapać swobodny oddech. Tak, ta okropna fundacja i zakupiony przez nią sprzęt bardzo nam pomógł. Nie wspomnę już o tym, że każde nowo narodzone dziecko ma badany słuch właśnie na sprzęcie zakupionym z pieniędzy zebranymi podczas finałów. Ale może nie o tym... Podczas każdego finału organizowany jest bieg przeciw cukrzycy. W tym roku byłam z Młodym pod pałacem aby pokazać mu o co chodzi z tą Wielką Orkiestrą - co to w ogóle jest i o co tyle krzyku. Akurat trafiliśmy na rozgrzewkę przed biegiem. Wszędzie roiło się od pomarańczowych koszulek, w powietrzu czuć było tą fajną startową atmosferę. Znowu poczułam gęsią skórkę i lekki żal, że nie biorę w tym czynnego udziału. W sumie to tylko 5km więc mogłam spróbować tak dla fun'u nie wyniku. Mogłam zapisać siebie i młodego i przeczłapać ten dystans. Mogłam, gdyby nie fakt, że każda próba jakiegokolwiek większego wysiłku kończy się u mnie potwornym bólem w podbrzuszu. Dają o sobie znać komplikacje podczas cięcia. Cóż tym razem obeszłam się smakiem, ale obiecałam sobie, Młodemu i kumplowi spotkanemu na starcie, że za rok biegniemy razem. I ty myśl - przydałby się wózek biegowy. Wtedy cała rodzina (za wyjątkiem antysportowego męża) pokonywałaby wspólnie kilometry. 
Copyright © 2016 elfchochlikimama , Blogger