05:13

pasja

Budzik wyrywa mnie ze snu - cholera prawie 7 ! Dziś jest ten tydzień, w którym ja odprowadzam Starszego do szkoły więc trzeba szybko się zerwać trochę ogarnąć i zacząć dzień. Przygotować Starszego, ubrać Młodszego, wyjść z psem, śniadanie i korbka się nakręca. Później kawka i wstaje On. Lubię i nie lubie jak ma drugą zmianę. Lubię bo do południa mam z kim pogadać - z kimś kto mi odpowie ale mogę trajkotać do woli. Nie lubię bo mam za dużo na głowie: szkoła, treningi i jest to dość trudne logistycznie.
Najgorsze są momenty dnia kiedy On jest w pracy, Starszy w szkole a Młodszy zasypia. Moment kiedy nagle zapada cisza.. w ciszy nie da sie nic ukryć. Jestem ja i cisza i te dobijające się myśli. Czasem są dni kiedy nie wiem co ze sobą zrobić; odbijam się z kąta w kąt i walczę z kołaczącym sercem; haotycznymi myślami tłukącymi mi się w głowie. Ten nieokiełznany natłok myśli jest najgorszy - nie umiem ich poukładać; nie potrafię ogarnąć dnia i czynności. Tak, te dni są najgorsze.
W miniony weekend na Torwarze była Cavaliada - święto wszystkich koniarzy. Przechodziłam obok, stanęłam przy płocie i gapiłam się jak głupia małolatka. Oplatałam wzrokiem te piękne maszyny - góra mięśni idealnie rysująca się przy każdym kroku; błysk w oku; nerwowo ruszające się nozdrza i ten piękny zapach - tak, dla wielu jest nie do zniesienia, dla nielicznych jednym z piękniejszych. Przez kilka głupich, źle podjętych decyzji straciłam szansę na kontynuowanie tego w czym byłam na prawdę dobra. Straciłam okazję realizować się w tym co kochałam najbardziej. Czemu człowiek mądrzeje po kilku latach od popełnienia błędu? Nie ma powrotu, nie ma szans na przywrócenie tego co osiągnęłam. Tak bardzo brakuje mi tej pewnosci siebie; tej pewności, że dosiadam zwierzę, które jednym ruchem może wyrządzić mi ogromną krzywdę a ja potrafię nad tym zapanować. Brakuje mi umiejętności wsłuchania się w swój organizm do tego stopnia aby zgrać się ze stworzeniem pode mną; jedne oddech, jedno bicie serca i wiatr. Umiałam się wtedy skupić na czynności; wsłuchać w siebie i dostrzegać niuanse. Nie bałam się tak jak boję się teraz; umiałam ogarnąć wiele spraw na raz nie było dla mnie rzeczy niemożliwych. Byłam kolorowa i szalona. Jakbym podjęła inne decyzje dziś Starszy mógłby obserwować mnie jak radzę sobie z 600kg zwierzęciem; może byłby ze mnie dumny i patrzył na mnie tak, jak czasem patrzy na Niego. Kim dziś jestem? Zwykłą, szarą myszką, która lubi w ciszy zaszyć się z książką i nie ma odwagi na podejmowanie decyzji. Czym mogę zaimponować? Jak przekonać Starszego, że sport, że pasja jest podstawą naszego życia skoro sama jej nie realizuję....

04:50

urodziny


"Ale czym są urodziny? Dziś są jutro ich nie ma". Troche przeraża mnie to fakt, ze za niedlugo bede miec okragla liczbe w metryce. Ale nie o tym. Czas przed urodzinowy zawsze zmuszał mnie do przemyśleń. Kolejny rok za mną(kiedy przelecial?) i jakie wnioski? Kolejny rok i zadnego osiagniecia na koncie. Kolejny rok bez sukcesu. Kolejny rok taki sam jak poprzedni: szary, bury, nudny. Kolejny rok z moją kumpelą Dep - co prawda w tym roku odwiedzała mnie rzadziej i mniej intensywnie niż kiedyś ale jednak wpadała od czasu do czasu. Kolejny rok, z którego nie jestem ani dumna, ani zadowolona. Kolejny rok i kolejny przede mną.
Na fb mam prawie 300 znajomych. Prawie 300 osób, a na mieście poznałabym może z 50 - parodia..
Zawsze słyszałam, że zawarcie małżeństwa zamyka cię w złotej klatce i tracisz znajomych. Fakt, po ślubie kilkoro nagle zniknęło. Ale dopiero ciąża i dzieci robią z ciebie trędowatego - i tak pierwsza ciąża i narodziny Starszego odcedziło kolejnych, druga i narodziny Młodszego wyrzuciła z mojego życia resztę. Została mi dosłownie garstka - spokojnie mogę policzyć ich na palcach jednej ręki ale jest to taki trzon; trzon mojego jestestwa. Przez ponad 13 lat bycia z Nim poznałam wiele, wiele osób. Część z nich nigdy nie była warta nawet spojrzenia w ich stronę; część bardzo, bardzo źle namieszała w naszym życiu; ale jest jeszcze ta część która jest pewna. Mam kilkoro osób o których wiem, że jeśli zadzwonię nawet o 3 w nocy z najbardziej dzikiej części świata i poproszę o pomoc to ją otrzymam. Tak, będą gadać, dogryzać, jęczeć ale pomogą i na wzajem. Jakby ktoś stojący z boku posłuchał czasem rozmów, docinek pomyślałby pewnie: "Po co oni się ze sobą tak męczą - docinają sobie po całości". Ale to właśnie sprawia, że trzymamy się razem od wielu lat. Są to osoby, z którymi można nie mieć kontaktu przez kilka miesięcy ale wystarczy świadomość, że są. To właśnie towarzystwo tych sprawdzonych sprawia, że czujemy się potrzebni tu na ziemi; świadomość tego, że masz grupkę osób przy których nie zakładasz maski i pokazujesz chociaż kawałek swojej prawdziwej twarzy a oni cię nie wyśmieją; nie spojrzą na ciebie jak na głupka sprawia, że czujesz się dobrze i pewnie. Bliżsi niż rodzina - fakt. W dzisiejszych czasach tak trudno jest nazwać kogoś przyjacielem; tak bardzo ostrożnie trzeba używać tego słowa a ja chyba mogę tych kilka osób nazwać przyjaciółmi. Dlaczego? Bo są i im za to dziękuję.

06:45

Przerwa

Tak wiem... Zniknęłam na bardzo długo. Nie będę się tłumaczyć - zwyczajnie przytłoczyła mnie rzeczywistość i szarość dnia. Każdy dzień zlał mi się w jeden - w nocy kilka pobudek, wczesna pobudka rano, odprowadzenie starszego do szkoły; zakupy, drzemka, obiad, zabawa, odebranie starszego, kolacja, kąpiel, spanie i tak w kółko. Nie zapeszając od paru tygodniu trochę się normuje. Pobudka w nocy jedna a poranna ok 8ej. Jest ok.Wracam do żywych i Was zapraszam do dalszej drogi.

Co u mnie ze zmian? Dużo. Przede wszystkim "dzięki" naszym wykształconym lekarzom zostałam wykluczona z jakiejkolwiek aktywności fizycznej - no może za wyjątkiem spacerów; ale cóż.. przełknęłam parę lat temu zakaz jazdy konnej przełknę i to..

Dla zabicia czasu zaczęłam realizować to co rozpoczęłam 6 lat temu. Będę wspomagać sensorykę dzieci.. ale o tym po kolei :)
Copyright © 2016 elfchochlikimama , Blogger