Budzik wyrywa mnie ze snu - cholera prawie 7 !
Dziś jest ten tydzień, w którym ja odprowadzam Starszego do szkoły więc
trzeba szybko się zerwać trochę ogarnąć i zacząć dzień. Przygotować
Starszego, ubrać Młodszego, wyjść z psem, śniadanie i korbka się
nakręca. Później kawka i wstaje On. Lubię i nie lubie jak ma drugą
zmianę. Lubię bo do południa mam z kim pogadać - z kimś kto mi odpowie
ale mogę trajkotać do woli. Nie lubię bo mam za dużo na głowie: szkoła,
treningi i jest to dość trudne logistycznie.
Najgorsze są momenty dnia kiedy On jest w pracy, Starszy w szkole a Młodszy zasypia. Moment kiedy nagle zapada cisza.. w ciszy nie da sie nic ukryć. Jestem ja i cisza i te dobijające się myśli. Czasem są dni kiedy nie wiem co ze sobą zrobić; odbijam się z kąta w kąt i walczę z kołaczącym sercem; haotycznymi myślami tłukącymi mi się w głowie. Ten nieokiełznany natłok myśli jest najgorszy - nie umiem ich poukładać; nie potrafię ogarnąć dnia i czynności. Tak, te dni są najgorsze.
W
miniony weekend na Torwarze była Cavaliada - święto wszystkich
koniarzy. Przechodziłam obok, stanęłam przy płocie i gapiłam się jak
głupia małolatka. Oplatałam wzrokiem te piękne maszyny - góra mięśni
idealnie rysująca się przy każdym kroku; błysk w oku; nerwowo ruszające
się nozdrza i ten piękny zapach - tak, dla wielu jest nie do zniesienia,
dla nielicznych jednym z piękniejszych. Przez kilka głupich, źle
podjętych decyzji straciłam szansę na kontynuowanie tego w czym byłam na
prawdę dobra. Straciłam okazję realizować się w tym co kochałam
najbardziej. Czemu człowiek mądrzeje po kilku latach od popełnienia
błędu? Nie ma powrotu, nie ma szans na przywrócenie tego co osiągnęłam.
Tak bardzo brakuje mi tej pewnosci siebie; tej pewności, że dosiadam
zwierzę, które jednym ruchem może wyrządzić mi ogromną krzywdę a ja
potrafię nad tym zapanować. Brakuje mi umiejętności wsłuchania się w
swój organizm do tego stopnia aby zgrać się ze stworzeniem pode mną;
jedne oddech, jedno bicie serca i wiatr. Umiałam się wtedy skupić na
czynności; wsłuchać w siebie i dostrzegać niuanse. Nie bałam się tak jak
boję się teraz; umiałam ogarnąć wiele spraw na raz nie było dla mnie
rzeczy niemożliwych. Byłam kolorowa i szalona. Jakbym podjęła inne
decyzje dziś Starszy mógłby obserwować mnie jak radzę sobie z 600kg
zwierzęciem; może byłby ze mnie dumny i patrzył na mnie tak, jak czasem
patrzy na Niego. Kim dziś jestem? Zwykłą, szarą myszką, która lubi w
ciszy zaszyć się z książką i nie ma odwagi na podejmowanie decyzji. Czym
mogę zaimponować? Jak przekonać Starszego, że sport, że pasja jest
podstawą naszego życia skoro sama jej nie realizuję....Najgorsze są momenty dnia kiedy On jest w pracy, Starszy w szkole a Młodszy zasypia. Moment kiedy nagle zapada cisza.. w ciszy nie da sie nic ukryć. Jestem ja i cisza i te dobijające się myśli. Czasem są dni kiedy nie wiem co ze sobą zrobić; odbijam się z kąta w kąt i walczę z kołaczącym sercem; haotycznymi myślami tłukącymi mi się w głowie. Ten nieokiełznany natłok myśli jest najgorszy - nie umiem ich poukładać; nie potrafię ogarnąć dnia i czynności. Tak, te dni są najgorsze.