11:22

Instynkt

  Codziennie coraz bardziej sama siebie zaskakuję. Nie chodzi o to, że wstaję w coraz lepszym humorze (to bardzo dobrze), ale dziwi mnie mój stan psychiczny.. Myślę, że obudził się we mnie instynkt macierzyński; niby to nic nadzwyczajnego, ale w moim przypadku jest to co najmniej szokujące. Dlaczego? A to dlatego, że przy Młodym owy instynkt jeżeli w ogóle się u mnie pojawił było to bardzo, bardzo późno i był słabiutki. Uważałam wtedy, że mówienie do niemowlaka jest dziwne i nie potrzebne. Nie czułam się komfortowo gadając w sumie do siebie; wychodzenie na spacer z dzieckiem nie sprawiał mi przyjemności - ogólnie zajmowanie się wtedy niemowlakiem wymagało ode mnie bardzo dużo wysiłku i walki z samą sobą. Teraz jestem pięć lat starsza. Nie wiem jaki to akurat ma wpływ, ale czuję się wyjątkowo. Gadam do Małego jak najęta; śpiewam mu, tańczę z nim na rękach nawet chętnie wychodzę na spacer (łącząc trzy czynności w jedną: spacer, pies i odebranie Młodego :). Nie sprawia mi trudności wstanie do niego w nocy, czy uspokajanie jak płacze kolejną godzinę z rzędu. Podchodząc do łóżeczka zalewa mnie fala ciepła i dziwne uczucie błogości. Na twarzy sam maluje mi się uśmiech; mówię do niego łagodnie, przytulam. Robię wszystko to, czego nie robiłam pięć lat temu. Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie zadziwia - mój instynkt, który zrodził się wraz z pierwszymi łzami Małego, wylewa się na zewnątrz i obkleja bardzo mocno Młodego. Teraz, powoli daję mu to czego nie otrzymał ode mnie wtedy, gdy sam był malutkim krasnoludkiem.
  Malutki, drobniutki wcześniak, usilnie próbujący nadrobić wszystko czego nie zdobył w moim brzuchu. Nie był to dobry czas dla nikogo z nas; wieczne nerwy związane z naciskiem na karmienie i związane z tym trudności; brak snu; nowa sytuacja i nie do końca wyjście z lekkiego załamania, które trafiło mnie jak jeszcze byłam w ciąży. Wszystko to sprawiło, że zamiast radości i uczucia szczęścia przepełniała mnie złość, dziwny lęk i niechęć do wszystkiego. Mimo to z całych sił pomagaliśmy Młodemu nadgonić to wszystko czego nie zdążył osiągnąć i rozwinąć będą jeszcze ze mną w komplecie co nie było proste - mama z depresją; tata - w nowej pracy i wiecznym niedoczasem.
  Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że tym razem ominął mnie baby blues - chociaż bardzo próbował znowu poszarpać moim życiem. Nie, tym razem mu podziękuję - patrząc z perspektywy tych pięciu lat, za dużo przez niego straciłam. Naprawdę niewiele brakowało a rozwaliłby mi rodzinę. Wtedy, w najtrudniejszym momencie na nogi postawił mnie sport.. teraz.. teraz tęsknię tylko za adrenaliną, która towarzyszy startom.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 elfchochlikimama , Blogger