No dobra ale skąd nagle u mnie nostalgiczna notka o świętach? Hmm pogoda za oknem mnie dobija.. Mały niestety źle znosi takie wahania pogodowe - czego skutkiem jest kolejna noc w plecy i smoczek w ciągłym użytku. Zrobiłam sobie dziś kawę - pierwszą od bardzo dawna. Ot tak, taki luksus dla mnie - nikomu nie zaszkodzę, bo nie karmię (walczę wytrwale z zatrzymaniem laktacji, co nie jest takie proste) w świątecznym kubku z Home&You. Tak, jestem tym klientem, na którym sklepy zarabiają robiąc tą całą świąteczną otoczkę.
Jak co roku na Żoliborzu organizowany jest tzw bieg mikołajowy. W tym roku, ze znanych względów, nie mogę pobiec więc wpisałam moją najstarszą latorośl. Młody bardzo się ucieszył i zaczęliśmy treningi. Bieg co prawda jest tylko na 150m jednak to jego pierwszy bieg w życiu - pierwsza prawdziwa rywalizacja, więc trzeba się przygotować. Trenujemy już kilka dni i powiem szczerze, że robi postępy. Czyżby rósł kolejny powiślański biegacz??
Ps. Mały zaakceptował mleko - na szczęście dla nie rujnujące budżetu.
I kolejny ukłon w stronę firmy Tommee tippee - super ułatwienie dla rodziców.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz